Szukasz tłumacza ekspresowego z angielskiego i niemieckiego w Szczecinie? Najlepsze tłumaczenia!

PEJZAŻ HOLENDERSKI CZ. II

Pejzaże Meinderta Hobbemy z Delft (1638-1709) są bar- dziej pogodne, jakkolwiek nie pozbawione nastrój o wości. Te tak licznie przezeń malowane młyny wodne, chaty wiejskie ginące wśród drzew, traktowane są w sposób prosty, naturalny: Hobbema nie szuka tematów wyjątkowych, lecz podkreśla to, co jest zwykłe, codzienne, najbardziej pospolite i typowe: w malarstwie krajobrazowym zajmował pozycję podobną do tej, jaką w malarstwie rodzajowym reprezentował de Hooch.

Swoiście nastrojowym jest najlepszy chyba obraz Hobbemy, nazwany przesadnie Aleją w Middelharnis (il. 61). Głównym tematem tego dzieła jest właściwie błoto jesienne: pod ciężkim zachmurzonym niebem rysuje się na widnokręgu jakieś osiedle, do którego prowadzi droga, błotnista, pełna wybojów i kałuż odbijających szare niebo: po obu jej stronach rosną wysokie, chude drzewa, tworzące aleję, lecz aleję kikutów. Holandia jest krajem prawie bezleśnym, toteż w owych czasach, gdy nie posługiwano się prawie węglem, każdy kawałek drewna był cennym materiałem opałowym, a więc drzewa, zwłaszcza przydrożne, obrąbywano z bocznych konarów, pozostawiając jedynie na czubku potrzebne do życia rośliny pióropusze (takie kikuty spotkać można i dziś jeszcze w okolicach bezleśnych). Te właśnie drzewa, cienkie, wysokie, suchotnicze, z kępkami listowia przerzedzonego przez wichry jesienne pokazuje Hobbema. Bure niebo, błoto, okaleczone drzewa – wszystko to stwarza nastrój beznadziei jesiennej, który widzowi polskiemu kojarzy się z tak plastycznym opisem tej pory roku w Chłopach Rey- monta, ale jednocześnie nastrój chyba najbardziej typowy dla krajobrazu Holandii.

Te nastrojowe pejzaże nie podobały się współczesnym i nie znajdowały chętnych nabywców: Ruysdael umarł w biedzie, Hobbema zarabiał na życie jako poborca podatków. Po prostu malowidła te wyprzedzały swą epokę. Ruysdaela odkryli dopiero romantycy, a moderniści z przełomu XIX i XX w. uznali go za jednego z najwybitniejszych malarzy. Gwiazda Hobbemy zabłysła też dopiero w XIX stuleciu, w okresie mody na pejzaż realistyczny.

Hobbema chętnie malował drogi – w małej Holandii wszystkie one w ostatecznym swym celu prowadzą do morza. I oto rzecz dziwna: kraj tak bardzo związany z morzem nie stworzył pejzażu morskiego o wybitnych walorach artystycznych. Owszem, marynistów nie brakło, ale żaden z nich nie zdobył się na dzieło nieprzeciętne. Ruysdael malował wprawdzie wybrzeża morskie, ale te kompozycje należą do słabszych dzieł artysty. Chyba najwybitniejszym marynistą był Willem van de Velde (1633-1707), ale tego malarza interesował raczej port morski, zatoka z uwijającymi się po niej okrętami i statkami żaglowymi, nie zaś morze jako żywioł. Głównym tematem jego obrazów są wszelkiego rodzaju fregaty i korwety – morze jest tylko niezbędnym tłem, ale nie podmiotem zainteresowań. Temat morski nie znalazł nawet uznania w tak przecież różnorodnej twórczości, jaką reprezentował Rembrandt.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.